Uczulenie na mleko a brak wiedzy

Uczulenie na mleko a brak wiedzy

Piszę do Was, żeby przestrzec innych rodziców przed tym, co się nam zdarzyło. Po pięciu latach małżeństwa urodziło nam się wyczekiwane dziecko - ładna i zdrowa córeczka. Odebraliśmy ją ze szpitala z maksymalną liczbą punktów za stan zdrowia. Już wkrótce zaczęły się jednak kłopoty. Dziecko nie miało apetytu, często gorączkowało, męczyły je biegunki. Przyplątało się zapalenie ucha środkowego, gardła i oskrzeli. Stany zapalne powracały. Córeczka miała też zawsze zapchany nos, sapkę i męczący, suchy kaszel. Była bardzo niespokojna, płakała.

Mieszkamy na wsi w jednym ze wschodnich województw. Miejscowa lekarka przepisywała antybiotyki i sulfaguanidynę. Po pewnym czasie poddała się i wypisała skierowanie do przychodni w mieście. Stan córeczki przerażał nas. Bardzo mało przybierała na wadze, nie rosła, ciągle atakowały ją infekcje. Zrobiono różne badania, ale niewiele z nich wyniknęło. Znów stany zapalne, znów antybiotyki. Nie pomogło leczenie kliniczne ani wizyta u zielarza. Kasia "niknęła w oczach", bardzo się męczyła.

Dopiero przed jej drugimi urodzinami trafiliśmy do lekarza, który skierował nas do poradni alergologicznej. Okazało się, że dziecko ma bardzo silne uczulenie na mleko. Była to jedyna przyczyna wszystkich chorób. Przestaliśmy dawać dziecku mleko i już po kilku miesiącach Kasia stała się zupełnie inna - wesoła, dobrze śpi, rośnie.
Mamy wyrzuty sumienia, że nic nie wiedzieliśmy o uczuleniach. Kojarzyły nam się wyłącznie z wysypką po truskawkach i katarem siennym. Trudno zrozumieć, dlaczego lekarze tak późno postawili diagnozę, ale to fakt. Dzisiaj wiemy, że trzeba było szukać różnych specjalistów tak długo, aż by znaleźli przyczynę choroby.