Nasza astma i my

Nasza astma i my

Jesteście obaj chorzy na astmę. Od jak dawna i czy nie wstydzicie się o tym publicznie mówić?
Tomasz Korczyński: Na astmę jestem chory od trzech lat. Przedtem miałem alergię. Nie mam jakichkolwiek barier wewnętrznych, oporów, uczucia wstydu jeżeli chodzi o tę chorobę i publiczne mówienie o niej, bo przecież mogę normalnie funkcjonować, żyć aktywnie, co zresztą udowadniałem podczas "GlaxoWellcome Tour".
Kazimierz Cieślicki: Ja choruję na astmę dwadzieścia dwa lata, czyli prawie całe moje życie. Nigdy nie ukrywałem mojej choroby i w dzieciństwie zachowywałem się jak normalne dziecko. Tak postępuję zresztą do dziś. Astma prawidłowo leczona nie przeszkadza normalnie uczyć się, pracować, założyć rodzinę.

Czy przed tą akcją prowadziliście aktywny tryb życia, czy był to wasz pierwszy taki kontakt ze sportem?
T.K.: Zdrowy i aktywny tryb życia prowadziłem już wcześniej, trenowałem tenisa, pływam, jeżdżę na nartach. Miałem też do czynienia z rowerem, ale muszę przyznać, że nie na taką skalę - tym bardziej cieszę się, że mogłem wziąć udział w imprezie i pokonać kolejna granicę, przekonać siebie, że z astmą można naprawdę aktywnie żyć.
K.C.: Moja astma w dzieciństwie była strasznie dokuczliwa. Kiedy miałem niecałe dwa lata, nie mogłem się nawet śmiać ani podskakiwać w łóżeczku. Natomiast z czasem ćwiczyłem, grałem z chłopakami w piłkę. Zaczynałem od stania na bramce, później byłem w obronie, aż przeszedłem do ataku. To było takie stopniowe podnoszenie poprzeczki. Udział w "GlaxoWellcome Tour" był kolejnym wyzwaniem, które postanowiłem podjąć.

Powiedzcie, co wspominacie najprzyjemniej z całego rajdu?
T.K.: Sama jazda była niesamowitą przyjemnością i dziś kiedy jestem już w Warszawie brak mi tego, to było wspaniałe przeżycie. Druga, jakże odmienna kwestia, to spotkania na trasie, zarówno te na konferencjach, jak i te z przygodnie spotkanymi ludźmi. Wszędzie spotykaliśmy się z bardzo życzliwym przyjęciem, a jeśli i na naszą akcję oddźwięk był pozytywny, to byliśmy bardzo usatysfakcjonowani i widzieliśmy, że to co robimy ma sens.
K.C.: Oprócz satysfakcji z samego ukończenia rajdu i tego, że udało nam się udowodnić całej rzeszy chorych, że z astmą można normalnie żyć, miłym akcentem tego rajdu jest przyjaźń jaka zrodziła się między mną i Tomkiem. Kontynuujemy ją nadal i mam nadzieję; że w przyszłym roku wybierzemy się na podobny rajd jako przyjaciele.

Co chcielibyście powiedzieć innym osobom chorym na astmę?
T.K.: Hasłem "GlaxoWellcome Tour" było "aktywne życie z astmą" i to przesłanie towarzyszyło nam na całej trasie. Chcieliśmy pokazać i mam nadzieję, że pokazaliśmy, że nie jest to tylko puste hasło, bo z astmą - oczywiście przy odpowiednim leczeniu, można naprawdę normalnie żyć. Rozumiem, że są osoby, które się boją. Po pierwsze błąd, po drugie stereotyp. Przy dzisiejszym stanie medycyny, przy odpowiednich lekach, częstym kontakcie z lekarzem, można aktywnie funkcjonować, uprawiać sporty bez jakiegokolwiek problemu.
K.C.: Na dowód słów Tomka przytoczę przypadek, który zdarzył mi się już po zakończeniu rajdu. Otóż jadąc do Urzędowa, miejscowości skąd pochodzę, nie wziąłem Sereventu, zapomniałem. Jechałem właśnie zapraszać gości na moje wesele. Dostałem tam takiego ataku astmy, że jak na pikflometrze normalnie dmucham 700-750 l/min., to tym razem przepływ spadł mi aż do 300-350. I pomimo tego, że zażyłem inny lek rozkurczający, bardzo mocny, nie było poprawy. Gdy tydzień później ponownie pojechałem do Urzędowa, pamiętałem już o Serevencie i regularnie go brałem. Pobyt w domu rodzinnym był wspaniały. Praktycznie nie odczuwałem tego, że jestem chory na astmę. Serevent nie tylko pomaga żyć w ogóle, ale umożliwia życie normalne, aktywne.